You are here: Home > Australia, Cairns, Cebu, Filipiny, Indonezja, Jakarta, Kuala Lumpur, Malezja, Sydney > Szybki przegląd Azji

Szybki przegląd Azji

 
 
   Niestety – brak komputera daje sie we znaki, a komunikator w telefonie to za malo aby byc na biezaco ze swiatem. Moj nowiutki tablet Samsunga tez zginal jakis czas temu w niewyjasnionych okolicznosciach…



Co zrobic… trzeba zyc dalej ;)
Wreszcie udaje mi sie znalezc kawiarenke w ktorej moge uporzadkowac wszystkie sprawy, a wiec po kolei…
 
 
AUSTRALIA

   Pozegnanie z praca nie nalezalo do najprzyjemniejszych.
Praca? Sorry, to raczej wolontariat :)
Czlowiek ktoremu zaufalismy okazal sie niewyplacalny, a poza nerwami i krzykami nie wynieslismy stamtad nic pozytecznego (no, moze paczke kabanosow).
Mój ostatni kontakt z „szefem”?
Obudzil mnie w nocy zirytowany, ze nie moze sie polaczyc na Skype ze swoja miloscia :)
Do dzis nie uslyszalem nawet „dziekuje” za darmowa prace… ale kto wie, moze otrzymam jeszcze przelew o wdziecznym tytule „dziekuje” ;)
Oczywiscie sa tez plusy tego wszystkiego – znajomosci.
Polska, Australia, Francja, Niemcy, Anglia, Filipiny… poznalismy mnostwo wspanialych ludzi,

Cairns - 87Cairns - 87

przezylismy wspaniale chwile
Cairns - 81Cairns - 81

…w sumie wszystko poza praca bylo tam plusem, problem ze cale dnie skupialismy sie wlasnie na niej.
Cairns - 86Cairns - 86

Ostatnie 4 dni (po wyprowadzce od szefa, bo ile mozna sluchac tych wrzaskow) spedzilem na sofie u przyjaciol, nastepnie pozegnanie z Radem… potem czekalo mnie juz tylko Sydney :)
Do tej pory gdy ktos pytal mnie o najlepsze miasto w jakim bylem, mialem problemy z odpowiedzia… Praga, Londyn, Madryt?
Teraz juz wiem :) Sydney!
Miasto w sumie podobne do Londynu, tyle ze majace swój niepowtarzalny klimat.
Tu spelnilem kolejne marzenie – dotknalem budynku opery

Sydney - 7Sydney - 7

bylem na Bondi Beach podziwiajac wielkie… fale ;)
Sydney - 19Sydney - 19

Dzieki mojej siostrze spotkalem tu kolejnych wspanialych Polakow, ktorzy pokazali mi naprawde piekny kawalek miasta, nakarmili i napoili najlepszym australijskim piwem. Dzieki jeszcze raz! :)
Mieszkalem w hostelu na Kings Cross – wg wielu przewodnikow kolejne „must see” tego miasta, choc pomimo wielkiej chwaly tego miejsca, nie dzieje sie tu nic ciekawego.
Kilka barow ze streepteasem, policja z psami szukajaca narkotykow i wchodzaca do kazdego pubu w celu „wywachania” nie sprawiala dobrego wrazenia, kilku zebrakow, jedna szczerbata i brzydka jak noc prostytutka powodowala samowolne odwrocenie glowy w druga strone. Nawet ogladajac mecze reprezentacji Polski w pilke nozna nie mialem takiego odruchu jak tu. Na szczescie w ciagu dnia wszystko wracalo do normy, a poza nia nie widzialem tu nieatrakcyjnych kobiet ;)
Codzienne spacery po miescie nigdy sie nie nudzily, mimo ze niemal codziennie bylo to ponad 10km.
Ale coz… australijski sen kiedys musi sie skonczyc.
Sydney - 26Sydney - 26

Sydney - 27Sydney - 27

Jest to naprawde swietne panstwo, jednak po prawie 3 miesiacach pora opuscic kraj Aborygenow i wrocic do Kuala Lumpur.
 
 
MALEZJA

   Uwielbiam to uczucie gdy wraca sie do miejsca ktore juz znasz, szczegolnie jesli lubisz to miejsce… a do Kuala Lumpur mam szczegolny sentyment.
Ulice wystrojone lampionami, przygotowane na chinski nowy rok – rok konia. Wieczorem na ulicy mozna zobaczyc wystepy, smoki itp. atrakcje

KL - 301KL - 301

Oczywiscie wybralem ten sam hostel co ponad pol roku temu (tyle ze pokoj 8-osobowy) i oczywiscie ponownie pojawily sie w nim pluskwy :)
Tym razem nie u mnie, a na lozku pode mna. Biedna Indonezyjka nie wiedziala co robic… srodek nocy, zglosila to do recepcji a ci dali jej nowy pokoj w ktorym na „dzien dobry” zabila 3 kolejne pluskwy…no coz, niech zna polska goscinnosc – do rana przetrwala na lozku ze mna (i obiecuje ze bylem grzeczny ;) ).
Kolejnego dnia oboje opuscilismy hostel – ona do ojczyzny, ja do kolezanki ktora poznalem tu podczas pierwszego pobytu w Kuala Lumpur – Sarity.

Mieszkanko oddalone okolo godzine od centrum (transportem publicznym), jednak bardzo przyjemne.
Czulem sie tam jak w domu… co poskutkowalo przygotowaniem przeze mnie typowego europejskiego obiadu.
Niestety gdy podalem do tego noz i widelec, Sarita nie wiedziala co zrobic z ostrzem. W Azji zupelnie nie uzywaja nozy – lyzka i widelec sluzy tu do spozywania kazdej potrawy, nawet wielkie kawaly miesa kroja tu lyzka.

Znalazlem wreszcie kawiarenke internetowa. Wchodze, pytam ile kosztuje godzinka?
- za darmo
- naprawde? Dlaczego?
- promocja

Usiadlem wygodnie, uruchamiam komputer a obsluga podchodzi z pytaniem:
- co podac do picia… ?
- acha, wiec to taka „promocja” :/
zamawiam wiec cole i spedzam tam okolo godzine.
Niestety nie moge podlaczyc zadnego sprzetu aby zgrac zdjecia :(
Wychodzac pytam ile place… uslyszalem tylko „nic, do zobaczenia!”
Po czym okolo 5 osob z obslugi jednym chorem krzyczy „do zobaczenia!”.
Kolejnego dnia wrocilem i wypilem 3 cole ;)

Ze wzgledu na slaba sytuacje finansowa (ponownie uklon do „szefa” z Australii ;) ), Sarita pomogla mi w znalezieniu kilku agencji pracy, porozsylala moje cv po znajomych…moze cos sie uda.
Jednak po kilkunastu dniach pora odwiedzic kolejna stolice. w ktorej jeszcze mnie nie bylo
 
 
INDONEZJA

   Do odwiedzenia Jakarty sklonily mnie 2 rzeczy… a moze inaczej – 4 osoby.
Niecale 2 lata temu w Polsce, w ramach Couchsurfing’u goscilem pod swoim dachem 3 Indonezyjki, goraco zapraszaly mnie wtedy do Jakarty.
Czwarta osoba to kolezanka, ktora poznalem przypadkiem bedac w Manado okolo 4 miesiace temu… i to u niej zatrzymalem sie na te 5 dni.

Coz… Jakarte zobaczylem z zupelnie innej strony niz typowy Backpacker.
Juz pierwszej nocy dobilismy do jej znajomych i w tym gronie spedzilismy kolejne dni.
Zabytki… taaaak, gdy przejezdzalismy do klubu widzialem z samochodu o 11 wieczorem jakis zloty plomien ;)
W klubie wszyscy znaja moich nowych „przyjaciol”, sa tu stalymi bywalcami, wszyscy sie z nimi witaja… a przy okazji i ze mna, poznajac bialego przybysza.

Jakarta - 203Jakarta - 203

Kolejny dzien – chinski nowy rok.
Uczcilismy to w restauracji na 54 pietrze z pieknym widokiem na Jakarte.
Starter, danie glowne, napoje, potem wino. Ale jedno na 7 osob? Nieee, zamowilismy 4 butelki… jedna za 900zl.
Ja na bilet lotniczy w dwie strony wydalem 1/5 tego wina ;)
Jakarta - 201Jakarta - 201

Na szczescie za wszystko placil jeden kolega, to on zaprosil nas na ten obiad.
Dni zazwyczaj zlatywaly na relaksie nad basenem lub ogladaniu filmow.
Czas jednak szybko mijal i trzeba bylo wracac.
 
 
MALEZJA

Kuala Lumpur na kolejne 2 dni. Tak sie zlozylo, ze równiez tego dnia do Kuala Lumpur przylatywala opisywana wczesniej Indonezyjka ktora chcialy zjesc pluskwy.
Studiuje ona w Malezji i przez KL miala zamiar dotrzec na swój uniwersytet. Tym razem wybralismy inny hostel :)
Nie mialem zbyt duzo czasu na relaks w miescie.
Wieczorem odebralem tylko swój glowny plecak od Sarity i kolejnego dnia…
 
 
FILIPINY

   Wreszcie :) Chcialem tu dotrzec od kilku lat, nie wiem czemu…trzesienia ziemii, tajfuny, bieda – jednak zobaczenie tego kraju od dluzszego czasu bylo moim marzeniem.
Oprocz tego mamy tu jeden mit do obalenia… pamietacie chorobe Pana Kwasniewskiego? ;)
Jednak od rana na lotnisku same problemy.

Urocza azjatka przyjmujaca mój bagaz mowi mi ze nie polece na Filipiny jesli nie mam biletu powrotnego… Ze co???
Lot za godzine, wszystko na ostatnia chwile a ja nie polece?
Zaczynam prosic, blagac, jednak do akcji przylacza sie niemily ochroniarz.
Bagaz juz nadany, czeka na zaladowanie do samolotu a ja nie dostane karty pokladowej jesli nie pokaze biletu powrotnego?
:/ Ehhh…
…ide wiec do sklepu i kupuje najtanszy bilet na wylot z Filipin, bez bagazu, do miasta w ktorym juz bylem i do ktorego mnie nie ciagnie – Kota Kinabalu – bo bylo najtaniej. Wydaje na to blisko 20% mojego budzetu, choc wiem ze i tak z tego biletu nie skorzystam :/
Chcialbym porozmawiac z debilem (bez obrazy, bo naprawde nim jest) ktory to wymyslil.
Pokazuje papierek i moge odebrac moja karte pokladowa. Ufff.

Wsiadam do samolotu i ide spac. Budze sie po okolo 2 godzinach… cos nie tak?
Wciaz w tym samym miejscu. Usterka techniczna samolotu – mechanicy sprawdzaja maszyne kiszac ludzi w srodku przez prawie 3 godziny :)
Nastepnie niecale 3 godzinki lotu i jest… moje nogi stoja na filipinskiej ziemii :)

W samolocie poznaje Malezyjczyka ktory przylecial tu sluzbowo na 1 dzien.
Jego ludzie podwiezli i mnie z lotniska do centrum miasta, a nastepnie jedna filipinka wysiada ze mna i pomaga mi znalezc nocleg.
Czytalem ze mimo wszystko nie sa one (noclegi :) ) najtansze – za lozko w wieloosobowym pokoju trzeba zaplacic okolo 25-30zl za noc.
Juliana prowadzi mnie waskimi uliczkami wsrod lokalesow i zapoznaje z Merbinem ktory ma dla mnie pokoj.
Oceniam sytuacje… w okol dzieci, matki z dziecmi, chyba jest bezpiecznie :)
Ogladam pokoj – maly, prywatny pokoik z oknem bez szyby – i zaczynamy negocjacje.
W przeliczeniu na PLN on zaczyna od 25zl za TYDZIEN…
…nie wytrzymalem, dalem 27 :D
Place, a Merbin gotuje mi obiad. Ja wracam ze sklepu z piwem i razem spozywamy ryz z kurczakiem popijajac to zlotym trunkiem :)

W sklepie woda jest niewiele tansza od wodki. Za 10zl mozna miec litr dobrego alkoholu, za 2zl mozesz wybrac czy chcesz puszke coli czy butelke Mojito o wiekszej pojemnosci. Mysle wiec ze mitu o chorobie Pana K. nie mozna obalic, to naprawde sie tu dzieje!

A1

Comments are closed.